Bieszczady jako region pozbawiony rodzimej ludności utracił wraz z nią bogactwo tradycji, w tym kulinarną. Nikt już nie podaje czyru z zamiszką na śniadanie. Choć pamiętam w moim domu jadało się coś podobnego, ale zacierka była z mąki pszennej. Obiad w polu, czyli chleb ze słoniną popity mlekiem lub maślanką. Dopiero weczerka, czyli kolacja, była na ciepło. Dania były proste, na kwasie kapuścianym, krupy z mlekiem, mąka żytnia rzucona na wrzątek i podana z kwaśnym mlekiem, pieróg z mąki zakwaszonej nadziewany ziemniakiem. W Podołyni tylko dla odważnych.
Wyżywienie