Jesień w Bieszczadach

Jesień w Bieszczadach panuje najpiękniej jak to tylko sobie można by wyobrazić. Szaleństwo bukowych barw. Otryt z mojego kuchennego okienka wygląda niczym ciemny bursztyn. Daruje sobie dalsze opisy przyrody bieszczadzkiej, gdyż umiejętności na wysłowienie ich niezwykłości posiadam zbyt skromne. Słońce, ciepło, bezchmurne niebo dopełniają to całe piękno.

Był też czas na grzyby. Zbiory obfite, jak nigdy. Ludzie wiadrami wynosili grzyby z lasu, nawet dorodne okazy prawdziwków. Istne szaleństwo, wszyscy mówili o grzybach, gdzie nie zaszłam, tam gospodyni na piecu suszyła grzyby. A i u nas miałam lekkie zawroty głowy, kiedy te wszystkie grzybki na grzejnikach zaczęły wydzielać swój aromat, natężenie rosło, aż pod wieczór, było już nie do wytrzymania. Wietrzenie było obowiązkowe, a i tak rano wstawałam na lekkim grzybowym kacu.

Prace w naszym gospodarstwie w Dwerniku trwają intensywnie, przygotowywanie zagonów na wiosenne zasiewy, nowe nasadzenia, nowe krzaczki, przesadzanie, ale głównie pielenie. Bo co tu kryć, w sezonie chwasty rosły szybciej niż ja nadążałam do nich dochodzić. Efekt jest taki, że niektóre byliny muszę odszukiwać w gąszczu chwastów. Ale to i tak relaks w porównaniu z bieganiną jaka zawsze panuje w sezonie turystycznym. A zatem do następnego spotkania w Dwerniku!