Bukowe Berdo – skitury

W Bieszczadach są jeszcze takie miejsca, w których nie byliśmy szlaki, których nie przeszliśmy. Dozujemy sobie atrakcje tego regionu. Żółty szlak z Mucznego na Bukowe Berdo należał do grona niezdobytych. Do minionej środy.

Dwa dni po słynnej już akcji ratowania uczestników szkoły przetrwania spakowaliśmy narty w samochód i piękną, górską drogą Stuposiany-Muczne dojechaliśmy na miejsce. Dziesięć kilometrów asfaltu różnej jakości (zimą się tego nie odczuwa), odśnieżonego (choć mieszkańcy narzekają na jakość tej usługi, nasz samochodzik bez problemu dojechał do celu), wąskiego, mijać się trzeba czasem z tirem załadowanym dłużycą, wijącego się wśród dzikiego bieszczadzkiego lasu, w górę, w dół, zakręty, po drodze wybieg dla żubrów, retorty. Cały czas las, o tej porze okryty zimową kołdrą, latem kipiący zielenią, a ja zawsze mam wrażenie, że jedziemy gdzieś na koniec świata. Nagle wyłania się mała, urokliwa osada. Kilka drewnianych domów, w podobnym leśnym klimacie, w wąskiej dolinie otoczonej zewsząd lasem, nad nią Bukowe Berdo niczym mur obronny. Bardzo lubię to miejsce, tajemnicze, spokojne, jakby świat zapomniał o jego istnieniu.

Zaczynamy się wspinać. Najpierw szlak prowadzi przez młody, gęsty, świerkowy las, czasem trzeba się pochylić, by ominąć ociężałe od śniegu gałązki. Już w tym momencie zastanawiałam się jak ja tu będę manewrować podczas zjazdu. Potem już tylko buczyna. Szlak jednostajnie wspina się, nachylenie nie jest szczególnie wymagające, więc równym tempem, bez większego wysiłku zdobywamy skraj połoniny. Naszym oczom ukazują się nawisy śnieżne z jednej strony, z drugiej panorama na Ukrainę. Jeszcze chwila wspinaczki po przewianym i przemarzniętym śniegu i jesteśmy na grani. Widoczność w stronę Tarnicy słaba, więc przez chwilę podziwiamy widok na Magurę Stuposiańską i znów Ukrainę, zwijamy foki i zaczynamy zjazd.

Niespodziewanie trafiam na jagodziska, na których jest minimalna warstwa śniegu, tracę kontakt z gruntem i oto pierwszy fikołek. Trochę sobie popsioczyłam próbując wydostać zad z dołka, ale za chwilę znów jadę i teraz już tylko czysta przyjemność. Szlak swobodnie meandruje między drzewami, nachylenie nie jest jakieś mordercze, więc jedzie się sprawnie i jednostajnie. Jest tylko kilka momentów, gdy nachylenie się zwiększa  i trzeba zintensyfikować manewry na nartach, raz trzeba się było odepchnąć kijami aby za chwilę znów spokojnie szusować ścieżką. Na samym dole, kiedy ma się już trochę w nogach, trzeba się jeszcze wysilić, by w niskich świerkach pochylić garba i sprawniej wyrabiać się w zakrętach. Ja jako początkujący skiturowiec, mocno hamowałam pługiem, by przypadkiem nie zanurkować w świerkową gęstwinę gałęzi. No tutaj to bym się zapluła igliwiem. Potem już swobodnym szusem ostatnie metry na polance. Jak dla mnie elegancka trasa skiturowa. Mam nadzieję, że uda nam się wreszcie zrobić całodzienną pętle po połoninie. Warunki dopisują. Dzisiaj cały dzień padał śnieg, a stara warstwa jest już mocno ubita i przemrożona. Na razie cały czas ćwiczymy, sprawdzamy się na krótkich dystansach, ponieważ nie chciałbym zakończyć wyprawy stawiając na nogi bieszczadzkich goprowców.

na_bukowym_berdzie