Zima w Bieszczadach

Początki bywają trudne. Wraz z grudniem pisałam o niechęci do zimy, śniegu, mrozu i innych niedogodności związanych z tą porą roku. Choć mieszkańcy wspominają z sentymentem niegdysiejsze zimy w Bieszczadach, jak dla mnie jest jej wystarczająco.

Po miesiącu ochłonęłam, przyzwyczaiłam się i zaczęłam korzystać z uroków zimy. I tu muszę jeszcze dodać, że od dziś lubię Lasy Państwowe. Z jednego powodu – nad Dwernikiem zbudowali nową drogę zrywkową. Ależ tam się fantastycznie zjeżdża na nartach!!! Tzn. najpierw trzeba się tam doczłapać. Foki na narty skiturowe i dalej pod górę. Dziś zajęło mi to 50 minut plus spotkanie z piętnastoma łaniami. Jak dla mnie jest to świetny przerywnik i okazja do przewietrzenia się, bo ileż można siedzieć w domu nad niedzielnym rosołem, książką, robótką i kotem na kolanach. Ponieważ jestem w tej materii początkująca jest to dla mnie urozmaicenie od codziennych aktywności w naszym bieszczadzkim gospodarstwie. Przede mną jeszcze kilka innych nowych i starych dróg zrywkowych w okolicy, szczególnie na stokach Magury Stuposiańskiej, kilka wariantów do przetorowania. Mam tylko nadzieję, że nasza wioskowa niedźwiedzica z młodymi już zapadła w zimowy letarg bo przed świętami jej aktywność dotarła m.in. do naszego kompostownika. Nie chciałabym jej przeciąć drogi podczas zjazdu.