
Sezon pasterski w Bieszczadach się rozpoczął. Na naszych stołach zagościły owcze sery. W zeszłym tygodniu gospodarze w tradycyjnych strojach popędzili m.in. przez Dwernik owce na bieszczadzkie łąki w miejscowości Brzegi Górne. Można już w tamtejszej bacówce zaopatrzyć się w owcze sery.
Moja rada jest taka, aby sery kupować tylko w bacówkach. Przenośne stanowiska pod parasolem w upalny dzień, sery rozłożone na składanym turystycznym stoliku to produkty niewiadomego pochodzenia. Sery kupować bezpośrednio od gospodarzy. I nie targować się. Jak nie pasuje cena, to spróbujecie spędzić przy obsłudze zwierząt choć jeden dzień. Oni, przez cały rok dozorują zwierzaki, bez dnia urlopu. Trochę lżej jest zimą, kiedy nie trzeba ich już doić, bo naturalnie zwierzaki zimą mleka nie mają. Ale i tak , stado trzeba nakarmić, napoić, posłać, zagrodę oporządzić. Praca jest cały rok. Zyski tylko w okresie letnim. A zatem kupując ser, nie płacicie tylko za dany produkt ale za tą całoroczną obsługę zwierzaka też. Latem żrą trawę, ale na zimę paszę już trzeba kupić, przygotować i gdzieś ją składować. Nie piszę tego jako producent rolny ale osoba, która na wsi przy zwierzakach się wychowała i znam realia życia na wsi. W Bieszczadach zajmowaliśmy się hodowlą kur, był też epizod z kozami. Praca satysfakcjonująca dopóki lisy nie zaczęły nam wyżerać stada kurzego. Obecnie zwierzaki zamieniłam na dzieci. Je przynajmniej można spakować do samochodu i pojechać na wycieczkę. Na przykład przez Bieszczady.
Przez nasze ulubione okno w kuchni codziennie wypatrujemy osobliwości przyrodniczych. Kilka razy udało nam się wypatrzeć wilki, a nawet przemknął nam niedźwiedź, gdzieś pomiędzy jeżynami na naszej łące. Wczesną wiosną stado jeleni nie robi już na nas większego wrażenia, a samotne koziołki bardzo lubią naszą rozległą łąkę.
Zapraszamy!!!